Prawda, Bóg i trójkąty

Trudności z prawdą

Prawda to, jak wiemy, zgodność wypowiedzi z rzeczywistością. Jednak ta definicja nie rozwiązuje głównego problemu prawdy, mianowicie tego, jak tę zgodność orzec. Aby to zrobić, trzeba w szczególności odpowiednio dobrze znać rzeczywistość, a tutaj napotykamy poważny problem. W praktyce prawdziwość sprawdzamy na określonym fragmencie rzeczywistości, który znamy dostatecznie dobrze, bo albo mamy go przed oczami, albo dysponujemy dobrym modelem tego fragmentu. Tutaj oczywiście pada pytanie, kiedy model jest dobry? Kiedy jest prawdziwy? Ale tą drogą wracamy do punktu wyjścia, bo w jaki sposób orzec tę prawdziwość, tj. zgodność modelu z fragmentem rzeczywistości, który model modeluje?

Kolejny problem jest taki, czy wypowiedź w ogóle da się w naszej umiłowanej rzeczywistości zinterpretować (i która interpretacja jest właściwa), co też nie jest oczywiste, z uwagi na istnienie bełkotu. Z tym problemem w praktyce spotykamy się stosunkowo rzadko, ponieważ nasz język i nasze modele rzeczywistości (jej fragmentów) są ze sobą silnie powiązane - budujemy je w taki sposób, aby były wzajemnie interpretowalne. Bez modelu świata nie ma języka, a bez języka ciężko coś powiedzieć o modelu świata. Ta wzajemna interpretowalność może sprawiać wrażenie, że dobrze znamy rzeczywistość i właściwie w świecie nie ma żadnej zagadki.

Przydatność jako kryterium jakości modeli

Tak więc cała kanapka języka, modeli świata i wciśniętej w środek prawdy lata sobie dość swobodnie w powietrzu, ale to nie znaczy, że nie mamy żadnego punktu zaczepienia. Tą kotwicą jest indywidualne doświadczenie (które, zauważmy, trzeba wręcz nazwać objawieniem) oraz jego powtarzalność. I tylko ta powtarzalność sugeruje, że świat ma pewną regularną strukturę. Ta regularność to wszystko, na co możemy liczyć, kiedy chcemy dojść do “prawdy” o świecie. Więc model świata jest dobry, jeśli tę regularność zauważa i odtwarza. Jeśli jest przydatny.

Ale w jaki sposób ocenić, jak dobrze odtworzyliśmy regularność fragmentu świata? Jeśli nasz model jest zbyt pojemny, to można go dopasować do dowolnych danych. Więc odtworzenie regularności to za mało. Również sama struktura naszego modelu powinna wykazywać pewną regularność, bo dzięki tej ostatniej możliwa jest ekstrapolacja danych, do których model dopasowaliśmy (już abstrahując od ważnego faktu, że regularny model jest zwyczajnie wygodny w użyciu). W ten sposób model, poza mocą deskryptywną, nabiera także mocy predyktywnej, tj. pozwala formułować przewidywania. Jeśli te przewidywania się sprawdzają, to jest to już powód do głębokiej zadumy. Mamy bowiem w rękach pewną intelektualną regularność, która okazuje się w jakiś sposób odpowiadać regularności tego tajemniczego świata.

Tu trzeba się zastanowić, czym jest ta regularność intelektu? To obszerny wątek, któremu warto się przyjrzeć bliżej w przyszłości. Przyjmijmy na razie, że to pewna powtarzalność/cykliczność/antycypowalność pewnych myśli; wydaje się ona bardzo pierwotną cechą umysłu. Dzięki niej możliwe jest jakiekolwiek wnioskowanie, jakakolwkek logika. Fundamentem naszego poznania może być właśnie poczucie rytmu (ktore na marginesie może brać się ze struktury pól recepcyjnych neuronów w mózgu, por. grid cells). Rytm pozwala wydobyć z chaosu strukturę (twierdzenia Ramsey’a). Nic dziwnego, skąd wśród matematykow zamiłowanie do muzyki.

Jeśli teraz nie tylko struktura naszego modelu jest regularna, ale także sposób, w jaki jest regularna, przejawia pewną regularność, to możemy mieć nadzieję, że sam model będziemy w stanie ekstrapolować do czegoś ogólniejszego. To w najgorszym wypadku inspiruje zupełnie nowe pytania i eksperymenty, na które inaczej byśmy nie wpadli, a w najlepszym - odkrywamy w świecie regularności na wyższym poziomie. Regularność to źródło światła, dzięki któremu możemy isć naprzód. I za bardzo nie mamy tutaj lepszego wyjścia, bo alternatywą jest subiektywny chaos wielkich zbiorów danych i wiara, że - przykładowo - sieć neuronowa się nie pomyli.

Tak więc im bardziej regularny model, tym bardziej przydatny - jeśli ma odpowiednio regularną strukturę, to daje się uogólniać i stosować w nowych kontekstach. Jest płodny poznawczo. Przykładowo kryterium przydatności faworyzuje teorię ewolucji nad kreacjonizmem, bo ideę doboru naturalnego można zastosować w wielu nowych kontekstach, natomiast z kreacjonizmu w zasadzie nic nie wynika.

Przykłady przydatnych pojęć

Nietrudno więc zrozumieć przydatność matematyki w fizyce, bo matematyka to ogromne repozytorium wszelakich regularności. Jeśli jakąś regularność opisać dostatecznie precyzyjnie, to jest to właśnie matematyka. Matematyka to studium regularności. Znając te regularności, możemy próbować je wykorzystać do przybliżania regularności w świecie. Znowu, nie bardzo widać inne wyjście.

Na przykład trójkąt jest nazwą pewnej regularności. Ta regularność jest gruntownie przebadana przez matematyków, a efekty ich pracy to rozmaite twierdzenia dotyczące trójkątów, tj. nowe regularności, które z regularności trójkąta wynikają (zgodnie z regularnością/rytmem wbudowanym w sam intelekt, tj. logiką i aksjomatami, które - zauważmy ponownie - mają w gruncie rzeczy charakter objawienia). Trójkąt niewątpliwie jest przydatnym pojęciem do opisu świata. Wyobraźmy sobie teraz pytanie - czy trójkąt istnieje obiektywnie? Intuicyjnie jest w tym jakiś sens, ale nie bardzo wiadomo, jaki. Osobiście na to pytanie mogę odpowiedzieć tylko tak, że regularności, które opisuje trójkąt, przejawiają się w moim doświadczeniu.

Innym przykładem niech będzie grawitacja. Jest to przydatne pojęcie, bo wpływ grawitacji czujemy i widzimy na co dzień. I niewiele więcej można tu powiedzieć - gdyby zapytać o to, czy grawitacja istnieje obiektywnie, to od razu pojawiają się pytania, w jakim sensie obiektywnie, w jakiej formie jest “zaimplementowana” w “świecie obiektywnym”? Nie mając bezpośredniego dostępu do tego “obiektywnego” świata, musimy się zadowolić jedynie tym, że nasza idea grawitacji przejawia się w naszym doświadczeniu, że to przydatna koncepcja.

Rozważmy teraz pojęcie Boga (którąkolwiek jego wersję, ale dla ustalenia uwagi weźmy Boga chrześcijańskiego). Czy pytanie o obiektywne istnienie Boga ma jakkolwiek większy sens, niż pytanie o obiektywne istnienie trójkąta czy grawitacji? Myślę, że nie. Pytanie, które zamiast tego powinniśmy sobie zadawać, jest takie - jakie regularności w świecie opisuje pojęcie Boga? Czy one przejawiają się w moim doświadczeniu? Jeśli te regularności zauważam, a pojęcie Boga jest w moim życiu przydatne, to być może jest to już całkiem dobra definicja wiary.

Przydatność i regularność pojęcia Boga to jednak materiał na osobny artykuł. Idea Boga ładnie spina wiele aspektów życia, które wybiórczo możemy uzasadniać psychologicznie, teoriogrowo bądź ewolucyjnie. Ta egzystencjalna uniwersalność jest co najmniej zastanawiająca. “Bóg” okazuje się być bardzo efektywną i regularną koncepcją.

Jeszcze ciekawiej byłoby spróbować wydobyć z idei Boga wymiar czysto naukowy. Pojęcie Boga skądś się wzięło, a to znaczy, że w świecie występują pewne regularności, które je zainspirowały. Szczególnie interesujące wydaje się pojęcie Opatrzności, które w gruncie rzeczy ma charakter hipotezy naukowej dotyczącej działania świata. Opatrzność mianowicie jest poglądem, że nasza przyszłość jest w jakiś sposób ograniczona, ale niekoniecznie całkowicie zdeterminowana. Na zupełnie analogicznej idei zasadza się przecież mechanika kwantowa. Temat rozwijam artykule Prawdopodobieństwo jako fundament rzeczywistości.